Bitzbox – konwertujemy Steelheart’s Champions!

Zupełnie nowa kolumna na Chleba i Figurek! W cyklu Bitzbox będę pokazywał Wam, jak wyróżnić swoje pacynki z tłumu, wykorzystując extrasy z wyprasek, greenstuff i życzliwych znajomych,  którzy nie wiedzą co tracą! W pierwszej odsłonie przerobimy Stormcastów do Shadespire!

Każda moja przeróbka, nawet najmniejsza, zaczyna się od pomysłu, który stopniowo kiełkuje w głowie. Inspiracją może być cokolwiek: zdjęcie z pintresta/instagrama/czegokolwiek, wypatrzony na wyprasce bits, postać z gry/filmu/komiksu, nawet wspólna rozkmina z innymi hobbystami.

Pierwsza myśl, jaka mi wpadła, to motyw Crusadera i Archanioła Imperiusa z Diablo. Miało być mroczniej, ale z zachowaniem faktu, że moi wojownicy są emisariuszami światłości, a nie zwykłymi machinami do mordowania (licznik zabitych mobków na battlenecie mowi coś innego, ale oh well…). Modele nadawały się do tego idealnie, wystarczyło dodać tylko kilka charakretystycznych detali.

Przede wszystkim chciałem, aby moi wojownicy mieli wizualne odwzorowanie mechaniki inspiracji na modelu. Dlatego właśnie wspomniałem o Imperiusie –  skrzydła montowane na magnes były osią, wokół której dodawałem kolejne pomysły i robiłem przymiarki z kolejnymi bitsami. Skrzydła naturalnie zaczerpnąłem od Prosecutorów  – niestety tych nikt normalny nie sprzedaje osobno, więc z pomocą przyszło mini-targowisko i fakt, że jest to jeden z nielicznych beznadziejnych unitów w tej armii, a pojawiają się niemal w każdym zestawie startowym xD. Wcześniej rozważałem pierzaste skrzydła, ale ostatecznie bardziej przypasowały mi te nieludzkie, wyglądające jak promienie energii.  
Od razu wiedziałem też, że będę musiał im wymyślić inne główki.  Maski Stormcastów po prostu są dla mnie brzydkie, a kwadratowa szczęka Sevka zaraz po złożeniu modelu wylądowała w koszu. Przeszukanie pudełka z bitsami okazało się bezowocne, ale na szczęście znalazłem w szafie nieruszone pudełko Burning of Prospero (ludzie z problemem zapominają, że coś takiego kupili…), w którym wypatrzyłem idealne główki – hełmy do pancerzy Space Marines MK III – imitujące przyłbicę rycerskiego hełmu idealnie wpasowywały się w klimat krzyżowców, wstępne przymiarki potwierdziły mój pomysł.
Kolejnym pomysłem było to, aby każdy z trójki był uzbrojony w tarczę – jak na Crusadera przystało. O ile w przypadku Brightshieldki sprawa była prosta – miała już ją na modelu, to z Severinem i Obrynem czekało mnie nieco więcej zabawy. Przeglądając obrazki stormcastowych zestawów nie znalazłem żadnej tarczy, która wpisywałaby się w mój koncept. Trzeba było zasięgnąć ponownie do bliźniaczego systemu, a odpowiedź czekała w boxie innych złotych chłopców – osobistej gwardii Imperatora. Custodiańskie tarcze natychmiast wpadły mi w oko – miały promienie, które aż się prosiły o identyczne malowanie jak skrzydła – a imperialne motywy dwugłowego orła jakoś niespecjalnie mi przeszkadzały. Przed koniecznością kupowania pudełka dla samych tarcz uratował mnie życzliwy klubowicz z FGB – Koziu – który dostarczył mi tarcze sztuk trzy ze swojego własnego bitzboxa. Wstępne przymiarki były bardziej niż obiecujące, pozostało więc znaleźć odpowiednio imponujące bronie, aby mieć wszystko co trzeba. To był najdłuższy etap poszukiwań,  na który złożyło się kilka szabrów po pudełkach znajomych – ręka i drzewiec do korbacza zjanuszowany od Shiro, przypadkowej (he!) obecności przy zakupach – stąd chociażby buława od Chaos Warriorów dla Birghtshield za którą dziękuje Wojtkowi, oraz imponujący korbacz terminatorów Death Guardu, który zawdzięczam Marcinowi. Sevek został z mieczem, na który pomysł znalazłem przeglądając facebooka, co oszczędziło mi kombinacji z przerabianiem jego płaszcza.

I tu pojawił się przestój, kilkumiesięczny, bo nie wiedziałem jak ich pomalować. To kompletnie zabiło moją wenę i sprawiło że chłopaki przeleżeli w pudełku całą wiosnę czekając aż przewertuję po raz kolejny jeden ze starych numerów White Dwarfa, w którym znalazłem moją muzę, natchnienie i impuls do działania – schemat malowania Primarisów z chapteru Sons of The Phoenix. Biel, purpura i złoto komponują się wspaniale, a dopełnione motywem płomieni, które chciałem umieścić na broniach, tworzyły mi spójną harmonijną całość. Tak powstał mój plan stworzenia Brotherhood of The Flame (sorry Birghtshield, mamy tu 2:1 a ja nie jestem zbyt kreatywny jeśli chodzi o nazwy :P), którego making-off prezentuję poniżej!

 

Przygotowania

Pracę rozpoczynam od zebrania wszystkiego co niezbędne, zarówno narzędzi jak i bitsów w jednym miejscu, żebym nie musiał się kręcić w trakcie pracy. Z najbardziej niezbędnych pozycji to nożyk modelarski, klej, wiertarka ręczna z zestawem wiertełek, spinacze biurowe (na piny) i magnesy. Pilniczek i piła są opcjonalne, ale ułatwiają pracę, pierwszy zapewnia chropowatą powierzchnię do klejenia, dzięki czemu części łatwiej się łączą, a piła ułatwia ćwiartowanie modeli.

Jak widać poniżej, moje ofiary zostały już wstępnie przygotowane. Dzięki temu że, modele są snap-fitami, wykorzystałem istniejące piny pomiędzy nogami a podstawkami jako tymczasowe uchwyty dla modeli. Głowy zostały wycięte cążkami (można to było zrobić przed klejeniem, ale ja to ja). Hełm Severina najpierw usunięty cążkami (największy element), a poźniej resztki stopniowo wydrapane nożykiem, aby zrobić wolne miejsce. U Obryna nie wklejałem rąk planując podmiankę na inne (później lewa ręka posłuży jako chwyt do tarczy po usunięciu z niej broni).

Zanim zabrałem się za przerabianie konkretnych wojowników, wszyscy zostali zmagnesowani ze swoimi skrzydełkami. Na początek wywierciłem otwory w plecach i skrzydłach wiertłem 1,5mm, a następnie pogłębiłem je docelowym 3mm (aby zapobiegnąć przesuwaniu się większego wiertełka przy początkowym wierceniu).
Same magnesy instalowałem na super glue w połączeniu z aktywatorem. Magiczna mieszanka sprzedawana w większości sklepów modelarskich sprawia, że cyjanoakryl niemal natychmiast się krystalizuje po kontakcie z popsikaną powierzchnią. Na początek warto też sprawdzić, ile magnesów mieści nam się w przygotowane miejsce, ja zamiast planowanego jednego wklejałem dwa, bo jak zawsze przesadziłem.
Bezpośrednio przed samym klejeniem przekładam kawałkiem papieru magnesy które będą wklejane. W ten sposób nie upapram klejem kolejnych magnesów, będę mógł zgrabnie odsunąć pozostałe, jednocześnie dociskając palcem te w modelu (często magnesy potrafią wyskoczyć z powrotem za pozostałymi, albo obrócić się zmieniając polaryzację). I skoro już jesteśmy przy polaryzacji. Na końcu swojego słupka magnesów mam kilka mniejszych sztuk, zaznaczam w ten sposób koniec, którego mam NIE wkładać do modelu przy klejeniu i nie muszę za każdym razem jej sprawdzać. 

Gdy już wszystkie korpusy zostały zmagnesowane, przekładam mój znacznik polaryzacji (mały magnesik) na drugą stronę słupka magnesów i powtarzam operację w dokładnie ten sam sposób ze skrzydłami.

Wojacy są już gotowi na indywidualną personalizację!
Przy okazji poniższej foty ważna uwaga. Skrzydełka Brightshield potrzebowały dorobienia małego trójkątnego elementu z greenstuffu, który pozwolił je lekko unieść do góry – początkowo po złapaniu magnesów opadały prosto w dół i były dla niej po prostu za wielkie, a promienie szorowały po ziemi, niestety fota z robienia tego kawałka gdzieś mi przepadła na telefonie…

 

Severin

Przeróbka dowódcy była najprostsza i obejmowała jedynie przymocowanie tarczy. Miejsce po dłoni nie schodziło się idealnie z dłonią trzymającą tarczę, w pozycji która mi się najbardziej podobała (nie chciałem, aby trzymał ją bokiem, tylko pionowo), ale na szczęście miejsce niefortunnego połączenia jest dobrze ukryte (xD), a sama tarcza świetnie przykleiła się do płaskiej powierzchni po zeskrobaniu pióropusza od hełmu (dolna część naramiennika).

 

Brighshield

Drużynowa dziewuszka również nie była wymagającą przeróbką. Model miał już bazowo tarczę, więc wystarczyło uciąć dłoń ponad nadgarstkiem i zastąpić ją gotowym elementem. W przypadku broni zdecydowałem się na coś bardziej “diablowatego” niż stormcastowy młoteczek, w związku z tym padło na buławę. Początkowo planowałem spiłować czaszkę (w końcu to łapa Chaos Warriora), ale ostatecznie została ;). Cięcia wykonałem w miejscach zaznaczonych na czerwono. Nie wymagało to dodatkowego wypełnienia greenstuffem, bo części idealnie się spasowały po klejeniu. Przed samym klejeniem przyczepiałem skrzydła, aby upewnić się że żaden z elementów nie będzie zawadzał o promyki.

Samo ramię było nieznacznie grubsze, ale  generalnie miało ten sam kształt i nawet podobny chwyt, dzięki temu udało mi się zachować dynamiczną pozę szarżującej Stormcastki.

 

Obryn

Najlepsze zostawiłem na deser. Złożenie wariata z ogromnym, płonącym korbaczem wymagało trochę więcej kombinowania i piłowania niż początkowo zakładałem.
Jak widać na obrazku, oryginalny model władający tą mocarną bronią ma kule po lewej stronie (he!), a ich zaczep do rękojeści jest przystosowany jedynie do tego ustawienia.  W moim zamyśle łańcuchy z kulami nie tylko mają znaleźć się po stronie prawej, ale również mają być w pozycji lecącej w kierunku kolejnego przeciwnika.

Rozwiązanie przyszło dopiero po kilkunastu przymiarkach do modelu i testowego mocowania blue-tackiem. Nie chciałem samodzielnie rzeźbić pierścienia, do którego zaczepiłbym łańcuchy, w związku z tym przymocowałem je bokiem, wiercąc prostopadle do drzewca korbacza i równolegle do rękojeści, na której miały się znaleźć. Ponownie w ruch poszedł supergule i aktywator, połączone części wylądowały w bezpiecznej pozycji, aby nie przesuwały się w trakcie procesu klejenia.

Powstały element niekoniecznie chciał się wpasować w ramię Obryna. W miejscu zaznaczonym strzałką musiałem ostrożnie wyciąć część materiału figurki pod odpowiednim kątem, aby stworzyć miejsce w którym będzie można zacząć klejenie, zachowując pozycję ręki którą zaplanowałem.

Częsci nie stykały się w pełni, więc nawet po ustawieniu do pionu musiałem uważać, aby przypadkiem nie rozerwać świeżej spoiny. Po kilkunastu minutach, gdy model można było już ustawić pionowo, użyłem swoich jaskiniowych zdolności rzeźbiarskich, aby wypełnić spoinę, próbując imitować fragment brakującego pancerza. Najwyraźniej ze wszystkich możliwych miejsc to właśnie tam ktoś mu przyłożył, porządnie, kilka razy.

Na koniec pozostało już tylko dodać rękę trzymającą tarczę. Na szczęście nie zdążyłem wywalić tych łapek, które bazowo trzymają dwuręczny młot Obryna, więc po wycięciu samej broni, zostało mi idelalnie pasujące ramię, które na wszelki wypadek zostało wzmocnione pinem, aby zapobiec przesuwaniu się tarczy przy klejeniu. W ten sposób ostatni z trzech wojowników został dozbrojony zgodnie z moim zamysłem.

Ostatnim akcentem było dodanie wszystkim główek (nie robiłem tego wcześniej, bo nie mogłem zdecydować, kto ma dostać którą xD). Dzięki celnej uwadze mojej lubej, wszycy patrzą ponad tarczą, w kierunku nadchodzących wrogów.

 

Malowanie

Z racji tego, że miał to być poradnik konwertowania, a nie malowania, to wrzucę jedynie kilka WIPów z komentarzami co i jak powstało 😉

Na początek wszyscy zostali potraktowani aerografem, zaczynając od koloru piaskowego, kończąc na jasnym kościanym nakładanym zenitalnie. Po (nieudolnym) maskowaniu tarcz, dostały gradient od jasnego żółtego do czerwieni wymieszanej z czerwonym, podobnie jak skrzydła. Miecz Severina dostał podstawowy czerwony kolor robiąc przy okazji beznadziejny OSL którego nie mogę przeboleć), a buława Brightshieldki jaskrawy pomarańcz.
Fioletowe akcenty na szatach i naramiennikach i rękawicach zostały wymalowane ręcznie. Wykorzystałem okazję aby poćwiczyć glejzowanie (he!) i rozkładanie światła na modelu. Ostatecznie stwierdzam że Beaten Purple z P3 to jeden z moich absolutnie ulubionych kolorów.
W tym samym czasie powstały też podstawki! Aby zachować klimat miasta-luster, postanowiłem wymalować całą posadzkę w polerowany zielony kamień. Na zmianę nakładałem białe linie pędzlem i zamalowywałem całość zielonym glejzem nakładanym z aerografu. Na sam koniec nałożyłem trochę białych przebarwień za pomocą gąbeczki i wszystko potraktowałem gloss varnishem aby nadać połysk.
Na koniec (trochę jak malowanie sowy, zrób dwa kółka i domaluj resztę sowy xD) dodałem metale, wymalowałem kryształki, świecące oczy, gradient w buławie, płomienie na korbaczu i efekt lawy na mieczu. Całość zalakierowana, aby dało się tym czasem zagrać 😉

 

I w zasadzie to tyle! Mam nadzieję że poradnik wam się podobał i zainspiruje was do stworzenia własnych przeróbek. Zachęcam do wrzucania swoich konwersji pod postem z artykułem na naszym fanpage, postaram się też odpowiedzieć na ewentualne pytania związane z moimi sztormiakami 🙂 W pełni udokumentowaną bandę ze wszystkich stron znajdziecie na moim [insta] 😛

2 odpowiedzi do “Bitzbox – konwertujemy Steelheart’s Champions!”

  1. Bardzo rzetelnie przedstawiony proces cięcia, wiercenia i sklejania na nowo modeli.
    Uwielbiam konwersje, dobrze zobaczyć jak ktoś inny zmaga się z podobnymi problemami – zawsze można podpatrzeć parę sztuczek, jak np. aktywator to kleju – dlaczego o tym nigdy nie słyszałem?

    Czekam z zapartym tchem na następne odcinki tej kolumny 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *