Modelarskie 101 – co warto mieć pod ręką w swoim warsztacie

W tym artykule rozpiszę się o tym, co przyda się każdemu hobbyście w jego kąciku modelarskim. Nie będę recenzował poszczególnych marek produktów (choć pewnie nie uniknę pochwalenia tego co sprawdza się najlepiej w moim warsztacie, zwłaszcza w przypadku pędzli), raczej postaram się opowiedzieć co moim zdaniem jest niezbędne, czym warto się zainteresować i co możecie wykonać samodzielnie.

  • Pędzle
    Pędzle to temat rzeka i częsty powód debat na forach i grupach facebookowych związanych z modelarstwem i bitewniakami. Oszczędzę sobie tutaj debaty na temat naturalne vs sztuczne włosie i czy lepiej szybko niszczyć tanie pędzle czy dbać o jeden przez lata. Uważam że każdy powinien indywidualnie znaleźć pędzle optymalne dla siebie, odpowiadające naszym przyzwyczajeniom. Opowiem wam o tych, które mi przypadły do gustu i którymi najczęściej pracuję.
    Swój zebrany w czasie malarskiej przygody słój pędzli dzielę z grubsza na trzy kategorie:
    Bieda-pędzle – składający się w większości z pędzli firmy No-Name-Entertaiment zakupionych przy okazji wizyt w sklepach plastycznych. Najczęściej ze sztucznym włosiem i niemal nieistniejącym szpicem, idealne na plastykę do podstawówki, niekoniecznie do malowania oczu na figurce, która ma niewiele ponad 3cm wzrostu. Sprawdzają się za to świetnie przy nakładaniu wszelkiego rodzaju chemii modelarskiej: klejów, past teksturowych, płynu maskującego, mieszania farby na palecie i innych czynności do których idealne wydaje się narzędzie z włosami, ale takie którym nie chcecie później malować figurek (do tej kategorii można również zakwalifikować wasza dziewczynę czy kota, ale zapewne domyślacie się dlaczego nie powinniście tego robić). Do kategorii bieda-pędzli zaliczam również spadkowiczów z klasy wyższej, których włosie uległo już zniszczeniu i straciło precyzyjny szpic, ale nadal można je wykorzystać do powyższych czynności, lub dry i stipple brusha.
    Konie robocze – jak sama nazwa wskazuje, są to pędzelki, którymi wykonuje się zdecydowaną większość prac malarskich. W moim przypadku są to Regiment Brush od Army Paintera we współpracy z Medium Base Brushem Citadela, którymi nakładam podstawowe i pierwsze warstwy layerów/glaze’ów – dlaczego właśnie one? Moim zdaniem mają optymalny rozmiar włosia do szybkiego pokrywania elementów na figurkach w “warhammerowej” skali, nie ryzykując zbyt częstego poprawiania i zapaćkiwania sąsiadujących detali. Są też świetne to nadkładania bardziej precyzyjnego washa.
    Medium Layer Citadela to mój ulubiony wybór do robienia większości detali na figurce. Świetnie trzyma szpic, jest cienki a przy okazji ma wystarczająco dużą objętość włosia, abym nie musiał nabierać co chwilę farby. Dzięki temu wygrywa ze Small Layerem Citadela i pędzlami Army Paintera mniejszymi od Detaila, które w moim odczuciu mają zdecydowanie za krótkie włosie, które bardzo szybko może paść ofiarą przypadkowo zaklejonych włosów poniżej metalowego okucia i w efekcie tego, rozdzielania się szpicu na tzw. widełki.
    Ostatnim zasłużonym jest Small Drybrush od Army Paintera, który służy mi zarówno do techniki suchego pędzla jak i nakładania bazowych kolorów na wyjątkowo duże powierzchnie (gdy akurat nie mam możliwości/czasu odpalić aerografu) dzięki jego szerokiej, płaskiej końcówce. W chwili obecnej jest na granicy dołączenia do Bieda-Pędzli, ale z pewnością prędzej czy później zakupię jego następcę.

    Ku mojemu zaskoczeniu te premium cacka wcale nie są droższe od pędzli Generalnego Wydawcy.

    As – pędzel z wyżej półki, który wyciągam do nie-masowej-produkcji (czyli najczęściej pojedynczych herosów), lub wyjątkowo precyzyjnych prac typu oczy, detale na twarzy, kryształy czy ekstremalne highlighty na płaskich powierzchniach. Osobiście korzystam z pędzli nr 1 i 0 z Serii 7 Winsor & Newton. Jak dla mnie – idealne, z naturalnie formującym się szpicem, potrafiące bez trudu wykreślić na figurce linię o grubości włosa – coś czego nie uświadczyłem w żadnym innym pędzelku. O ile nie jest to pozycja niezbędna w waszym warsztacie, to szczerze polecam posiadać jeden taki pędzel (zwłaszcza bardziej doświadczonym hobbystom, którzy już nie niszczą zbyt często swoich pędzelków), abyście poczuli różnicę i zobaczyli możliwości jakie on daje.

  • Narzędzia
    Na początek co nieco o rzeczach może mniej oczywistych, ale zdecydowanie niezbędnych dla osoby bawiącej się w modelarkę figurkową.
    Cążki – coś na co specjalnie nie zwracamy uwagi, bo służy nam głównie do wydobycia naszych żołnierzyków z ramek, po czym lądują w szufladzie. Przyznam że początkowo używałem najtańszych, jakie udało mi się znaleźć w budowlanym (jakieś 8zł o ile nie myli mnie pamięć) i o ile na początku wydawały mi się wystarczające, to usuwanie odstających kawałków wyprasek (precyzja cięcia była raczej mizerna i tnąc blisko modelu łatwo było uszkodzić model, albo wyciąć sobie kawałek detalu) było dodatkowym zajęciem zanim w ogóle zabrałem się za nadlewki.
    Mniej więcej wtedy zacząłem się kręcić w moim FLGSie i miałem okazję skorzystać z cążek Citadela, które były na wyposażeniu klubu. Poczułem jaką różnicę robi szarpniecie się na większą kwotę i zakup sprzętu dedykowanego do figurek. Mogłem spokojnie ciąć bezpośrednio przy modelu, bez obaw że razem z kawałkiem wypraski pozbędę się kawałka ramienia albo ostrza miecza.
    Rzecz jasna stare cążki nie poleciały do śmieci, wręcz przeciwne! Służą mi po dziś dzień, jako narzędzie do zadań specjalnych. Mogę nimi spokojnie ciąć piny ze spinaczy biurowych, żywiczne modele (które są dużo twardsze od plastików) i inne twarde materiały, bez obaw że wyszczerbię te, na których precyzji mi zależy.
    Nożyk i mouldline remover – kolejne dwa sprzęty, bez których nie wyobrażam sobie pracy nad modelami. O ile Citadelowy Mouldline Remover (MR) to raczej fancy gadżet ułatwiający oczyszczanie nadlewek (zwłaszcza na lekko zaokrąglonych powierzchniach typu pancerze Space Marianów), to nożyk jest absolutnym musiej-mieciem. Zarówno do robienia tego co MR (dzięki cienkiemu ostrzu łatwiej dosięgnąć do nadlewek ukrytych pomiędzy blisko położonymi elementami), jak i całej masy innych zadań, od głupiego przycięcia kawałka papieru ściernego, odratowania butelki super glue czy bycia poręcznym uchwytem na magnesy, po ćwiartowanie bitsów i inne prace konwersyjne, obiekt antystresowy (czy można lepiej odreagować niż wbijając noż w matę gojącą?) i zapewne wiele innych zastosowań które akurat nie przychodzą mi do głowy w czasie pisania tego artykułu.
    Wiertarka ręczna – któregoś dnia każdy gracz/modelarz stwierdza, że jednak nie ma sensu kupować kolejnego tego samego pudła modeli aby złożyć ich alternatywny wariant z inną bronią, i pora spróbować zamagnesować inne warianty. Z racji tego że łapki modeli, których magnesów nie ukryto wewnątrz modelu nie schodzą się we właściwym miejscu, i wyglądają jak zabawka z bazaru zamiast wspaniale wykonany model, należy ów magnesom wywiercić odpowiednie otworki. Wiertarko/wkrętarki elektryczne mogą mieć swoje zastosowanie w ogromnych żywicznych klockach (mówię o was wszelkiego rodzaju Knighty i mega-czołgi) jednak w kontakcie z plastikowymi modelami, zwłaszcza piechotą, pracujące z prędkością kilkuset obrotów na minutę wiertło wyrządza więcej szkód niż pożytku – najczęściej topiąc element. Remedium na to jest ręczna wiertareczka, której obroty regulujemy pracą własnego nadgarstka. Przystosowane do pracy z niewielkimi rozmiarami wierteł, jest idealne do sprawienia otworów zarówno na małe magnesy jak i wszelkiego rodzaju metalowo/drewniane piny, wzmacniające połączenia między częściami, nawiercanie luf w bolterach itp. Polecam zdecydowanie, zwłaszcza gdy wasza kolekcja zacznie się rozszerzać na modele nie-plastikowe.
    Zestaw pilników i papier ścierny – nie są w niezbędne, jednak zdecydowanie ułatwiają pracę z metalem, żywicą (tu zalecam maskę przeciwpyłową, bo opiłki żywicy w płucach są be, zwłaszcza tej orientalnej), konwertowanie i tworzenie własnych konstrukcji z plasticardu (polecam przecieranie miejsca klejenia w celu zwiększenia tarcia pomiędzy częściami). Papier ścierny przydaje się również w usuwaniu nadlewek z plastiku, ale trzeba uważać aby nie zetrzeć przypadkiem detali z modelu (been there, done that…).
    Zestaw szczypczyków i pęset – kolejny nie-niezbędny zakup, ale znacząco ułatwia zadania typu wklejanie tuftów w szczeliny na podstawkach, łowienie części z kąpieli w zmywaczu do farb/wrzątku/cyjanoakrylu/czymkolwiek robiącym kuku nieosłoniętej dłoni.
    Szpatułka – rzecz z pogranicza narzędzi-samoróbek, bo wystarczy cokolwiek z twardą, płaską końcówką, co pomoże nam rozprowadzić wszelkiego rodzaju pasty, szpachlówki i kleje. Nada się do tego nawet mieszadełko do kawy czy kawałek blisterka, ale mi osobiście najlepiej się pracuje narzędziem od Citadela. Posiada dwie końcówki (szeroką i wąską) dzięki którym mogę szybko rozprowadzić materiał, oraz w razie potrzeby dostać się do bardziej niewygodnych miejsc, np. pomiędzy stopami przy płaszczu, czy pomiędzy kawałki korka imitującego skały.
  • Masa mocująca – spotykana też jako bluetac, patafix i plastelina modelarska. Jest to masa wielokrotnego użytku, która służy nam do tymczasowego mocowania modelu, jego elementów lub podstawki do wygodniejszego uchwytu. Świetny sposób aby przytwierdzić podstawki z modelami do słoiczków po farbie, lub tymczasowo przytwierdzić łapki modelu zanim dostaną magnesy. Często spotykana jako trzeci kolor (poza szarym plastikiem i czarna podstawką które łączy) na prestiżowych turniejach WH40k i Age of Sigmar jako wymagany schemat kolorystyczny. 
  • Samoróbki
    Narzędzia które możecie zrobić sami w domowym zaciszu, z rzeczy które (prawdopodobnie) macie w zasięgu ręki. Z całą pewnością nie są niezbędne, ale być może kiedyś ułatwią wam życie:
    Stipple brush – jak sama nazwa wskazuje, pędzel do nakładania mało precyzyjnych, nieregularnych kropeczek, idealny do weatheringu na krawędziach pojazdów, dolnych płytach pancerza lub tarcz. Jak go zrobić? Gdy jeden z naszych starych pędzli permanentnie traci przydatność do malowania, ucinamy mu nożyczkami włosie w mniej więcej 2/3 długości, aby dostać krótką, relatywnie sztywną szczoteczkę.
    Sponge brush – kolejne zaawansowane technicznie narzędzie składające się ze starego pędzla (lub drugiej końcówki zwykłego pędzla) do której za pomocą druciku, lub taśmy klejącej przymocowany jest kawałek gąbki. Dowolnej, może być to kuchenny zmywak, kawałek gąbki kąpielowej, ja osobiście używam niepotrzebnych kawałków z pudełek rastrowych Safe and Sounda. Gdzie znajdzie zastosowanie? Do robienia efektu rdzy i metalowych odprysków na zbrojach armii typu orkowie, nieumarli, ogry, chaos i inne “mniej cywilizowane” jednostki, oraz weatheringu na pojazdach.

    Prosto z laboratorium w NASA, sponge i stipple brush.

    Mydło do pędzli – nie do końca narzędzie, ale z pewnośnieodłączny element warsztatu, który sprawia że pędzle wolniej spadają z kategorii As i Koń Roboczy w dół.  Dałem go do zakładki samoróbka, bo o ile można zapolować na specjalny czyścik do pędzli firmy Masters, to kostka zwykłego szarego mydła robi dokładnie to samo, czyli pomaga pozbyć się drobin zachniętej farby we włosiu pędzla po sesji malarskiej. Przy okazji jest dużo tańsza, ale nie ma fancy pudełka i olejku który ma zabezpieczać włosie.
    Mokra paleta – wisienka na torcie, coś czego nie mogło zabraknąć w artykule o narzędziach i z całą pewnością zasługuje na osobny artykuł (mam nadzieję że już niebawem!). Mokra paleta to narzędzie składające się z trzech elementów. Płaskiego naczynia – w moim przypadku plastiku po pralinkach w którym trzymamy całą instalację. Profesjonalnie brzmiącego medium wodonośnego, czyli najczęściej mokrego ręcznika papierowego, bądź przyciętej gąbki, która zapewnia źródło wody w naszej paletce, oraz powierzchni kontaktowej – papieru do pieczenia lub papieru po naklejkach (cokolwiek co przepuszcza wilgoć, ale nie rozpada się pod jej wpływem jak normalny papier) – która dzięki wilgoci dostarczanej z ręczników lub gąbki sprawia że farba nie wysycha po 5 minutach.

    Prawdopodobnie najważniejszy wynalazek w figurkowym hobby.

    Jest to o tyle istotne, że eliminuje niedogodność z szybkim wysychaniem i stałym “dorabianiem” farby na zwykłej paletce lub płycie CD, zwłaszcza gdy korzystamy z przygotowanej przez nas mieszanki barw, np. przy layerowaniu. Farbka na mokrej palecie potrafi utrzymywać się w stanie gotowości nawet kilka dni (przy szczelnie zamykanym pudełku), do tego delikatnie rozcieńcza rozrobiony kolor, więc świetnie sprawdza się przy nakładaniu glazeów i layerów. Praktycznie wszystkie osoby które znam i wiem że malują figurki, mokrą paletę uważają za krok milowy w swoim malowaniu, za moment w którym skoczyli z poziomu super podstawowego, do średnio-zaawansowanego.

I to w zasadzie tyle jeśli chodzi o używane przeze mnie narzędzia. Jeżeli coś mi się przypomni, lub znajdę kolejną przydatną zabawkę, z całą pewnością uaktualnię posta, lub zrobię osobny wpis (jeżeli będzie tego warte ;)). Kolejne wpisy z serii Malarskie 101 poświecę farbkom i chemii, oraz aerografowi, którego używam od jakiegoś czasu 🙂 W razie pytań, służę pomocą! W wolnej chwili zapraszam do lektury innych wpisów i śledzenie nas na fejsbuku, insta i tweeterze, linki na dole strony!.

6 odpowiedzi do “Modelarskie 101 – co warto mieć pod ręką w swoim warsztacie”

  1. Cenny artykuł dla amatora jak ja. Natomiast sako początkujący modelarz mam kilka pytań i prosiłbym o rozszerzenie artykułu o takie aspekty jak:
    1. Po cholerę te wszystkie zielone/niebieskie maty 😀 Co to to jest?
    2. Widziałem coś takiego jak płyn do mycia pędzli. Potrzebne toto?
    3. Wiertarka spoko, ale czy potrzeba jakoś figurkę umocować? Bo jeśli tak to chciałbym wiedzieć czy potrzebuję uzbroić się w małe imadełko i jakieś podkładki pod nie aby nie zostawić odcisków na biurku.
    4. Czy coś takiego jak “trzecia ręka” jest nam potrzebne?
    5. Czasami na filmach widzę jak ludzie mocują swoje figurki do uchwytów przypominających korek od wina z drucikiem. Co to jest? Jak to zrobić?
    6. W jaki klej najlepiej się uzbroić na początku? kupiłem w modelarskim klej A i dość długo chwyta. Kupiłem kropelkę i ledwo nadążam puścić trzymany element aby nie złączyć się z nim na wieki.
    7. Czy masa mocująca to to samo co “green stuff”, o którym słyszę co chwila, gdy coś trzeba uzupełnić / przymocować. No i właśnie, czy służy to do uzupełniania ubytków czy do wiązania ze sobą jak klej?
    8. Co powinienem mieć w swoim zestawie do usuwania farby z figurek. Dziś w nocy odmoczyłem swoje modele żywiczne w płynie hamulcowym (który świetnie podziałał na figurki metalowe) ale razem z farbą zaczęła odchodzić żywica 🙁
    9. 101 do kładzenia podkładu poproszę. Mieszkam w małym mieszkaniu i jedyny pomysł jaki mam to wsadzić figurki do pudełka po butach i pryskać je z góry. Ale może robię to źle. Jakieś pomysły i podpowiedzi w co się uzbroić aby sprawnie kłaść podkład?
    10. Wiertarka służy do nawiercania dziurek na magnesy. A jakie magnesy? Neodymowe czy zwykłe?
    11. Jak już skleję sobie palce i wieżyczkę czołgu z dupą orka to jak to rozkleić bez rozrywania ich w tylu Hulka? Ktoś coś?

    1. Postaram się zaspokoić ciekawość, aczkolwiek niektóre pytania to tematy-rzeki 😉

      Ad 1. Mata samogojąca, kawałek gumowatej podkładki na której tniesz nożykiem/piłą, albo nad którą kleisz cyjanoakrylem, nie ryzykując zniszczenia sobie biurka.
      Ad 2. Potrzebne nie, wystarczy woda z mydłem, ale można używać dedykowanego płynu żeby przywrócić do akcji wyjątkowo zniszczone pędzle.
      Ad 3. Przy ręcznej wiertarce wystarczy chwyt w dłoni.
      Ad 4. Wystarczą dwie własne. Ja nie mógłbym pracować z czymś, gdzie pozbawiam się kontroli nad płynnym obracaniem modelu w czasie malowania.
      Ad 5. Jak sam mądrze zauważyłeś, potrzebny Ci jest korek do wina i drut. Najczęsciej używane jak malujesz osobno model i osobno podstawkę. Wtedy ludzikowi wiercisz dziury w stopach, wklejasz drut a drugą końcówkę wciskasz w korek. Wtedy nie dotykasz modelu w czasie malowania.
      Ad 6. Zależy od tego jakie figurki składasz. Do plastików najlepiej Revell. Działa na zasadzie topienia krawędzi, więc smarujesz oba kawałki połączenia, czekasz jakieś 15 sekund, gdy krawędzie zaczną się rozpuszczać, przykładasz i mocno trzymasz, wtedy robi się coś w rodzaju spawu. Do żywicy i metalu cyjanoakryl (kropelka) i najlepiej aktywator w sprayu.
      Ad 7. Green Stuff to popularna masa do rzeźbienia i wypełniania szczelin. Masa mocująca to taka plastelina do pomocy w czasie pracy.
      Ad 8. Osobiście z żywicy nigdy nie zmywałem, bo jest to najgorszy w czyszczeniu materiał. Ewentualnie spróbuj zmywacza WAMODu.
      Ad 9. Większe mieszkanie 😉 Ja podkładowałem na klatce schodowej. Przygotowuje modele na kawałku drewnianej listwy, przyklejam je masą mocującą, ustawiam sobie za nimi duży karton i sprayuje całą serię na raz. Po dwóch minutach jest po sprawie. Obecnie używam to tego aero więc mogę to robić w swoim domowym kącie.
      Ad 10. Neodymowe, do zwykłej piechoty wystarczą 3x1mm.
      Ad 11. Jest coś takiego jak debonder co cyjanoakrylu który można kupić i nim rozklejać. Poza tym niska temperatura kruszy cyjanoakryl, więc można figsy wrzucić do zamrażarki i potem połamać połączenie. Jak skleisz palce to ja idę z nimi pod zimną wodę i pocieram aż się pokruszy. Osobiście jestem fanem zapobiegania niż leczenia. Jeżeli kleisz kropelką to precyzyjnie i z aktywatorem (jak nie chcesz się skleić z dupą orka to użyj rękawiczek), jeżeli takie akcje dzieją się z plastikiem i klejem do plastiku to radzę się skontaktować z dermatologiem bo musisz mieć coś dziwnego w skórze 😛

      W razie czego jestem do twojej dyspozycji z dalszymi pytaniami 🙂

  2. Bardzo fajny artykuł!
    Faktycznie wszystkie rzeczy ktore tu wypisałeś mam na stanie i uzywam regularnie 🙂 czekam na kolejny wpis w wersji Advanced z opisem Dremeli, Aerografow, zapasow korka i innych zabawek dla bardziej zaawansowanych 🙂

    1. W następnej kolejności będzie temat farbkowo-chemiczny, potem aerografia, w międzyczasie będę robił foty do poradnika podstawkowego! Stay tuned!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *