Airbending 101 – Aerograf i Figurki!

W cyklu wpisów o tym, co można znaleźć w warsztacie figurkowego modelarza, nie mogło zabraknąć wpisu o aerografie! Zapraszam więc na wyjątkowy kurs, na którym poznacie rozkosze płynące z wykorzystania wszechpotężnego żywiołu powietrza w czasie malowania modeli!

Jest to wpis, do którego bardzo długo się zbierałem i nie bardzo wiedziałem, jak to ugryźć. Początkowo myślałem o poradniku jak malować dla początkujących, ale nie jestem fanem kopiowania tego, co przedstawione jest dużo lepiej w masie poradników, które można znaleźć na Youtube. Nie chciałem też robić recenzji poszczególnych urządzeń bo… coż, używam tylko jednego kompresora i jednego pióra (kiedyś miałem drugie, ale rozpadło mi się w moim delikatnym uścisku), więc byłoby to bardzo krótkie i pozbawione porównań zestawienie. Poza tym, nie minęłoby pięć minut zanim otrzymałbym komentarze w stylu:

“Dlaczego nic nie ma o chińczykach?” “A Badger robi złe aerografy? Czemu nie ma ani słowa?!” “O proszę, widzę mamy tu antyfana Iwaty”

Pomysł podsunął mi w końcu znajomy, który czytając poprzedni wpis o farbkach stwierdził, że przydałoby się coś, gdzie pokażę jak się za to zabrać, jakie są za za i przeciw, co może pójść nie tak. Uznałem to za punkt zaczepienia i dobry pomysł na tekst, który będą mogły przejrzeć osoby zastanawiające się nad postawieniem tego kroku w swojej figurkowej przygodzie.

 

Podróż tysiąca mil rozpoczyna się od pierwszego kroku

Pierwszą decyzją, którą musimy podjąć, to to, czy faktycznie potrzebny nam aerograf? Sam krążyłem wokół tematu przez kilka miesięcy, przeglądając fora, grupy fejsbukowe i podpytując znajomych w klubie, w którym pracuję. Opinie były różne, a porady, którymi byłem zasypywany sprawiały, że temat był kilkukrotnie odkładany, a ewentualna początkowa lista wydatków oscylowała pomiędzy 200 a 2500zł. Z jednej strony chciałem spróbować tej niemal magicznej sztuki (przynajmniej tak to dla mnie wyglądało z perspektywy osoby, która siedziała w hobby od dwóch lat i malowała tylko pędzelkiem), z drugiej trwał festiwal wymówek, których zadaniem było NIE powiedzenie sobie wprost:

“Wolisz kupić kolejne pudło szarego plastiku i wrzucić je do szafy, zamiast zainwestować w coś co pomoże Ci się z nim uporać. Wuju*!”.

I faktycznie, to właśnie spojrzenie na stos piętrzących się zaległości utwierdziło mnie w przekonaniu, że wcale nie jestem niedzielnym kolekcjonerem kupującym sobie jedną pacynkę w miesiącu, którą może sobie spokojnie dłubać weekendami, lub przed wyjściem do pracy. Jestem nałogowym zbieraczem, do tego z pierdolcem na punkcie ładnych figurek, i jeżeli chcę zobaczyć kiedykolwiek przynajmniej część tego, co już kupiłem, pomalowane, na poziomie który mnie zadowala, to zdecydowanie potrzebuję czegoś, co przyspieszy pracę…

Rzecz jasna była to moja pobudka i Waszym motywatorem może być zupełnie coś innego, stąd kolejny akapit to…

 

Tylko głupiec nie ma wątpliwości

Czyli zbiór tego, co faktycznie może zaważyć na Waszej ostatecznej decyzji w kwestii zaopatrzenia się w aerograf.

  • Szybsze malowanie – Z tym nie ma dyskusji. Możliwość zarzucenia kolorów bazowych w ciągu dosłownie kilku minut jest nieoceniona, zwłaszcza gdy malujemy armię która ma jeden dominujący kolor, np. demony, Stormcast Eternals, Space Marines, Nekroni, Tau, Sylvaneth itp. Na armie, w których kolorów na modelu jest więcej, wystarczy nałożenie 2-3 dominujących (np. orczą skórę, kolor pancerza i spodni) a resztę wykańczamy sobie z pędzelka (troefa, skórzane paski, metale na broniach, sprzączkach, talizmanach itp.).  Mając z głowy najbardziej mozolne zajęcie, możemy spokojnie skupić się na malowaniu detali, weatheringu i innych tematów :).
  • Łatwiejsze malowanie dużych modeli i hord – W zasadzie ciąg dalszy powyższego punktu. Malując aerografem, jest wręcz wskazane aby psikać większą ilość modeli. Najlepiej przygotowanych w postaci linii montażowej gdzie nakładamy ten sam kolor na kilka(naście) ludków jeden po drugim. Ja zazwyczaj przyczepiam je do drewnianej listewki i maluję wszystkim ten sam element, potem kolejny i kolejny, aż mam gotowy do wykańczania materiał. Z dużymi modelami sprawa jest jeszcze bardziej oczywista, bo chyba każdy, kto próbował malować pędzlem czołg, mecha albo jakiegoś większego bestyja zdaje sobie sprawę, jak upierdliwe jest położenie równomiernej warstwy koloru podstawowego. Z aero robimy to po pierwsze szybciej, po drugie warstwa jest równiutka, bez śladów pociągnięć pędzla (których baardzo trudno uniknąć na płaskich powierzchniach), dużo łatwiej jest je wycieniować, bez konieczności zachlapywania ich słoikiem Agraxa.
  • Wygodniejsze nakładanie podkładu i preshading – Użycie tego sprzętu eliminuje wam problem z czekaniem na lepszą pogodę, aby wyjść na podwórko/balkon, lub czajenia się z kartonem na klatce schodowej jak dziewiątkowiec przy półce z AoSem, aby psiknąć podkład na swoje pacynki. Poza podkładowaniem chyba największą zaletą posiadania aerografu jest możliwość wygodnego zrobienia pre-shadingu, czyli wstępnego zaznaczenia na modelu miejsc w których będą nasze highlighty.
    Pre-shade i brązowy ink. Po około 2 minutach efekt jak po godzinie dłubania pędzlem 😉

    Wystarczy na zapodkładowaną na czarno (lub jakikolwiek inny ciemny kolor) figurkę psiknąć pod kątem 90 stopni, kolor jaśniejszy – najlepiej biały. W czym to pomaga? Po pierwsze mamy naturalnie rozłożone oświetlenie na modelu, tam gdzie jest biały robimy highlight, tam gdzie kolor przechodzi powinien być “base”, tam gdzie został nam czarny będziemy cieniować. Po drugie, dzięki aerografowi możemy położyć na ten pre-shade cienką warstwę koloru bazowego, który na białym wyjdzie jaśniejszy, a na czerni ciemniejszy, dając nam gotowy wycieniowany kolor, który sam w sobie wygląda już jak solidny tabletop.

  • Banalne uzyskanie efektów “wow” – Zapewne widzieliście nie raz wywołujące opad kopary efekty gradientowanych mieczy, świecących run, sygnalizatorów na czołgach, płomieni oświetlających figurkę na inny kolor i tym podobnych tematów. O ile każdą z tych rzeczy można uzyskać mozolnym nakładaniem cieniutkich glaze’ów (i często trzeba, zwłaszcza gdy robimy malowanie na poziomie konkursowym, bo aerograf to nie magic wand, który odwali za was całą pracę ;)), to aerografem możemy w prosty sposób dodać kopa naszej figurce, robiąc szybką niebieską mgiełkę wokół karabinu plazmowego, lub psikając szybki gradient na ostrzu miecza oszczędzając jakieś pół dnia i nadal mając coś super-fajnego :).
  • Rozwój umiejętności – Jak już wspomniałem i będę zapewne powtarzał jeszcze kilka w ciągu tego tekstu: aerograf to nie magic wand. Korzystanie z niego wymaga dużo więcej zaangażowania i przygotowania niż malowanie pędzelkiem – od przygotowania miejsca w którym będziemy psikać, regulacji ciśnienia, wyboru odpowiedniej dyszy (lub regulacji jej prześwitu w droższych modelach), operowania z kilkoma butlami z chemią, którą przygotowujemy sobie na bieżąco farbę, po regularnie czyszczenie pióra w czasie malowania. I nie twierdzę tu że malowanie pędzlem jest dla noobów, chodzi o to, że jest bardziej newb-friendly niż obsługa kompresora i pióra.
    Osobie, która już miała wcześniej doświadczenia z malowaniem figurek, z pewnością pozwoli rozwinąć skrzydła, poznając zupełnie nowe techniki i znajdując zastosowanie dla wiedzy zdobytej w czasie malowania pędzlem i vice-versa. Mi aż ciężko jest ubrać w słowa jaki miałem skok w pierwszych miesiącach po kupieniu aero. Każdy kolejny model to była kopalnia doświadczenia, pomysłów na wymalowanie nowych efektów i momentów “a więc to jest po to, a to mogę zrobić tak!”.  Po spędzeniu z tym sprzętem ponad pół roku mam świadomość, że nawet nie zadrapałem wierzchołka góry lodowej i mam przed sobą całą tonę możliwości.
  • Cena na wejściu – Jeden z głównych kontr-argumentów przed zainwestowaniem w ten temat.
    Wbrew pozorom można być biedniejszym i też sie w to bawić 😉

    Aby zacząć się w to bawić, potrzebujemy kompletnego osprzętu, czyli pióra, którego cena waha się od kilkudziesięciu (chińczyki) do nawet kilku tysięcy (topowe, superlekkie piórka z toną gadżetów) złociszy, kompresora, który zapewne wyniesie nas kolejne cztery stówki. Do tego jeszcze wężyk łączący kompresor z piórem, słoiczek z uchwytem – kolejne ~40 złociszy per rzecz. Przyda się też pierwsza porcja chemii modelarskiej w postaci Cleanera, Thinnera i Flow Improvera, bez której co prawda można się obejść, ale jest bardzo wskazana i którą zapewne znajdziecie bez problemu w swoich FLGSach. Na koniec jeszcze pudło gumowych rękawiczek, maseczka na twarz i jesteśmy gotowi do akcji! Uff… jak sami widzicie trochę tego jest, ale na szczęście nie musicie kupić wszystkiego na raz, a sklepy internetowe często mają promocję zarówno na kompresory, jak i piórka.

  • Konserwacja – W porównaniu z opłukaniem pędzelka w kubku z wodą, czyszczenie aerografu może być… onieśmielające. Zwłaszcza za pierwszym razem, gdy sprzęt za kilkaset złotych przestaje psikać po pięciu minutach od uruchomienia, a my nie oglądaliśmy wcześniej żadnego poradnika na ten temat. Konieczność zlania resztek farby z pióra, kilkukrotnego przepuszczenia wody z cleanerem przez dyszę lub rozkręcenie całości, wyciągnięcie igły, przeczyszczenie nozzle, wybranie resztek farby wacikami i złożenie wszystkiego do kupy potrafi być irytująca i wybić z malarskiego rytmu. Z czasem jednak zaczniemy robić to jak komandos rozkładający karabin i cała operacja będzie zajmowała dosłownie chwilę, w której z przyjemnością można pooddychać nie-przez-maskę 😉 Z doświadczeniem przychodzi również wyczucie proporcji mieszania farby z chemią modelarską, co mocno zredukuje ilość “rozkręceń” w czasie posiedzenia – ja robię to często tylko dla formalności, już po zakończeniu malowania. Podobnie z odruchem wlewania mniejszej ilości farby i przepuszczania dwóch porcji czystej wody aby oczyścić dyszę w przerwach.  
  • Miejsce do malowania – Kolejna rzecz którą należy wziąć pod uwagę przy planowaniu zakupu aerografu.
    Kącik do aerografowania wcale nie musi zajmować dużo miejsca.

    Jeżeli nie będziecie w stanie wygospodarować na niego osobnego kąta, w którym będzie mógł stać z całym osprzętem, praca będzie zdecydowanie utrudniona.Sam miałem takie początki i początki malowania “na partyzanta”, czyli podpinając i psikając na komodzie albo przy parapecie – zdecydowanie 2/10 jeśli chodzi o komfort pracy. Obecnie mam na niego osobny kawałek biurka, zabezpieczony razem z kawałkiem ściany, aby żadna nieproszona mgiełka farby nie zmusiła mnie do poprawek malarskich – już nie na modelu ;). Oczywiście sky is the limit i możecie zainwestować w profesjonalną budkę do psikania z wyciągiem i filtrami, mi w zupełności wystarcza uchylone okno, trochę folii i maska na twarzy.

  • Motywacja – coś co przyszło mi na myśl już na samym końcu. Jeżeli nie lubicie malować i jest to dla was przykry obowiązek przed spełnieniem turniejowego wymogu trzech kolorów, zawróćcie. Aerograf nie sprawi, że nagle wam się to spodoba, a jeszcze bardziej się wkurzycie wydatkami i ilością pracy, która się z tym wiąże. Znajdźcie jakiegoś minionka w swoim mieście, który pomaluje wam czołgi/ludków na szybkiego TT za część wydatków które byście ponieśli ;).

 

Nie is­tnieją kłam­stwa, a je­dynie ka­lekie prawdy.

Przy tym wpisie nie mogę nie odnieść się do wielu popularnych (i przy okazji w większości przypadków nieprawdziwych) poglądów, które słyszę, rozmawiając z osobami, które są zdecydowanie przeciwne korzystaniu z aerografu lub się nad nim zastanawiają. Być może sami myślicie podobnie, więc postaram się rzucić na to trochę światła ;).

To zabawka tylko dla profesjonalistów – dla profesjonalistów tak, ale zdecydowanie nie tylko. W powyższej części artykułu chyba udało mi się pokazać, jak każdy z nas może sobie znacząco ułatwić życie położeniem podkładu w dowolną pogodę, zrobieniem pre-shadingu, czy rzuceniem podstawowego koloru na czołg. Nie wymaga to praktycznie żadnych umiejętności.

Używamy tylko do dużych oddziałów – kolejna bajka, aerograf można z powodzeniem używać do malowania pojedynczych modeli. I to nie tylko dużych bydlaków i pojazdów, ale nawet zwykłej piechoty. Z własnego skromnego doświadczenia mogę powiedzieć że, malowanie pojedynczych goblinów wcale nie musi być stratą czasu i nie jest niewykonalne. Ba, nawet pomalowanie dwóch małych sówek na detal w pracy konkursowej było warte zachodu, bo nie musiałem na nie kłaść tysiąca warstw żółtego pędzlem, ryzykując zapaćkanie tekstury piórek.

Nie można malować nim detali – Jak już wspomniałem, aerografu z powodzeniem można używać do malowania zwykłej piechoty, nawet w truescale jak choćby Malifaux czy Infinity – co dobitnie udowadnia Angel Giraldez w swoich poradnikach, pokazując jak cieniować aerografem pojedynczy nagolennik wielkości łebka od szpilki. To rzecz jasna przykład mistrza, ale  nawet taki poczciwy, początkujący ja jestem w stanie zrobić cieniowanie naramiennika czy przejście na mieczu. I nie wymaga to lat doświadczenia, tylko wyczucia piórka, dobrania konsystencji farby i ciśnienia na kompresorze.

Wysoka cena – temat pojawił się już wyżej, ale tu również czuję się zobowiązany o tym wspomnieć. Nasz startowy budżet na wejście w aerografię zależy tylko i wyłącznie od was i jeżeli cena jest najistotniejszą zmienną, to zestaw, z którym już możecie zacząć działać, wyniesie was niewiele więcej niż kolejne pudło Start Collecting, czyli w granicach 250-300zł. Nie jest to wyśrubowana kwota za wszystkie zalety płynące z korzystania z aerografu, ale na pewno nie będzie to tak komfortowe jak po wydaniu dwu-trzykrotności tej kwoty. Dokładne omówienie kosztów przestawię w osobnym punkcie :).

Wbrew obiegowej opinii, subwoofery montowane w kompresorach nie wystraszą nawet kota.

Hałas – mit wynikający z konieczności korzystania z kompresora przy aerografowaniu. Sam początkowo miałem obawy przed pierwszym uruchomieniem, spodziewając się wizyty sąsiadów (albo prokuratora), ale zupełnie niepotrzebnie. Owszem, kompresor coś tam buczy, ale zdecydowanie nie na tyle, aby było to odczuwalne dla nas lub dla otoczenia. Zwłaszcza gdy korzystamy z kompresora ze zbiornikiem na powietrze, który po napełnieniu wyłącza się, a my możemy psikać sobie w ciszy i spokoju. Nawet moje strachliwe koty, które normalnie panikują, gdy włączamy suszarkę czy odkurzacz, podchodziły z zainteresowaniem, aby sprawdzić, co tam mruczy przy biurku ;).

Trzeba wymieniać całą paletę farb – problem większości osób, które przez długi czas malowały pędzlem i mają już pokaźny zbiór normalnych farbek. Tych można używać z powodzeniem w aerografie, ale wiąże się to z koniecznością mocniejszego ich rozcieńczenia.  Polecam robić to poza aerografem (np. w niepotrzebnym blisterku) i gotową mieszankę wlewać do zbiorniczka.

Aerograf sam maluje – często słyszane od osób, które uważają, że wystarczy kupić aerograf i nagle nasze figsy można pakować na Golden Demona. Przeprowadziłem długie badania na ten temat, zostawiając włączone aero w pokoju pełnym szarego plastiku na różne przedziały czasu, ale nawet po kilkunastu godzinach nic nie było gotowe! 🙁

To oszukiwanie w stosunku do malowania pędzlem – najlepsze zostawiłem na koniec, bo o ile poprzednie mogą jeszcze być do dyskusji, to ten jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Tekst, który słyszałem kilkukrotnie od samozwańczych mistrzów pędzla, którzy twierdzili, że osoby używające aero to oszuści, a malowanie pędzlem jest bardziej… true? Okej, rozumiem wzorowanie się na renesansowych mistrzach, ale ten argument wydaje mi się po prostu syndromem wyparcia, wymówką przed kupieniem własnego aerografu albo próbą wytłumaczenia faktu, że ktoś maluje lepiej ;).

 

Azjatycki Tajfun i Pałacowy Powiew

Pod tymi majestatycznymi określeniami, przywodzącymi na myśl nazwy odświeżaczy powietrza lub okrzyki z licho przetłumaczonej chińskiej bajki, ukryłem dwa sposoby wejścia w świat aerografii.
Jeżeli już zdecydowaliście, że chcecie spróbować swoich sił z malowaniem aero, to zapewne przeglądaliście liczne sklepy internetowe, w których jest przytłaczająco wiele propozycji zarówno piórek, jak i kompresorów w cenach wahających się od kilkudziesięciu do ponad tysiąca złotych. Skąd wynika aż taka różnica w cenach za produkty, które teoretycznie robią to samo? Najczęściej jest to kwestia komfortu użytkowania i jakości wykonania (surprise!).

Co będzie nam potrzebne? Przede wszystkim kompresor. Z grubsza dzielę je na trzy kategorie:

  • Te tańsze, ale frustrujące – czyli sprzęty których cena sięga do 250-300zł, które pozbawione są zbiornika na skompresowane powietrze. Tam dostajemy powietrze robione “na bieżąco” więc przy dłuższym malowaniu, nasze urządzenie się będzie przegrzewało i wymagało przerwy w pracy.  Jesteśmy również narażeni na ewentualne “plucie” farbą, gdy kompresor zacznie nierównomiernie tłoczyć powietrze. Czy da się z tym pracować? Tak, ale zdecydowanie nie polecam.
    W tej kategorii znajdują się również egzotyczne urządzenia służące do dekorowania ciast, malowania paznokci i inhalacji. Ich przydatność nie jest mi znana, choć często pojawiają się jako “super odkrycie w gazetce Lidla” w tematach na grupach fejsbukowych. Do tej pory nie słyszałem, aby ktoś z powodzeniem używał ich do malowania figurek ;).
  • Te droższe, ale wygodne – czyli kompresory, których ceny sięgają do 450zł (w zależności od sklepu i modelu, często dostępne w zestawach z tanim piórkiem), ale są wyposażone w kluczowy element – zbiornik na sprężone powietrze. Dzięki temu nasze aero może się automatycznie wyłączyć i schłodzić po napełnieniu zbiornika, zapewniając nam ciszę i równomierne podawanie powietrza do pióra. Gdy ilość powietrza w zbiorniku spadnie do określonego poziomu, kompresor uruchamia się ponownie i dopełnia butlę. W moim odczuciu jest to obowiązkowa pozycja, gdy wchodzimy w aerografię.
    Jak je rozpoznać w sklepach? Na zdjęciach musi wyglądać jak dwa połączone walce 😉 W większości wszystkie są chińczykami o niemal identycznych parametrach, więc kierujemy się głównie dostępnością, ceną i ewentualnie obecnością w interesującym nas zestawie.
  • Te drogie – czyli kompresory za ponad tysiaka. Najczęściej są to aerografy pracujące jak “te droższe”, ale posiadające dodatkowo: tłumiące hałas obudowy, pojemniejszy zbiornik, większe ciśnienie robocze i szybciej tłoczą powietrze – co przekłada się na dłuższy czas w którym mechanizm kompresora nie pracuje. Warte polecenia, ale zdecydowanie nie na początek, chyba że budżet was nie ogranicza ;).

Drugim istotnym elementem naszego zestawu będzie pióro, którym będziemy faktycznie malować. Aerografy również dzielę na progi cenowe i dorzucam do tego swoje kilka słów komentarza:

  • Niska półka – w przeciwieństwie do kompresorów, tani aerograf nie musi być wcale pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Za kilkadziesiąt złotych możemy kupić sobie sprzęt, na którym z powodzeniem nauczymy się podstawowych technik, zrobimy nim pre-shading czy rzucimy podkład. W przypadku awarii, ludzie bardzo często kupują po prostu nowy, nie bawiąc się w szukanie zapasowych części do no-name chińczyków, które sporadycznie pojawiają się w ofertach sklepów. Za takie pieniądze nie należy wymagać super jakości wykonania, o czym przekonałem się podczas swojego pierwszego kontaktu z aerografem, w którym złamałem gwint do nozzle (czyli dziubka z którego wylatuje spływająca kanałem farba) próbując go przykręcić po wyczyszczeniu.
  • Średnia półka – tutaj pojawiają się już aerografy z rozpoznawanych firm takich jak Harder & Steenbeck – H&S (niemiecki), Iwata (japończyk) czy Badger (jankes).
    Wygląda onieśmielająco, ale większości tych części nigdy nie zobaczycie na oczy 😉

    Ich “intro” aerografy kosztują w okolicach 300-400zł (np. H&S Ultra czy Ivata Neo), ale otrzymujemy za to naprawdę solidne piórko, dobrze spasowane, z możliwością dopasowania do swoich potrzeb poprzez wymianę zbiorniczka na farbę, iglicy z dyszą czy osłony na igłę. Przy odpowiedniej konserwacji może nam posłużyć przez dobrych kilka lat i z powodzeniem możemy go używać przy praktycznie wszystkich technikach. Zaletą tych aerografów jest fakt, że niemal każdy element konstrukcji jest dostępny osobno w przypadku, gdy uszkodzi nam się igła, uszczelka czy nozzle. 

  • Wyższa półka – tutaj trafia sprzęt za który przyjdzie nam sypnąć 500zł i wyżej, ale otrzymujemy świetnej jakości aerograf z całą gamą fancy gadżetów w postaci chromowanych powłok – zapewniają mniejsze przyleganie farby i łatwość w konserwacji, aluminiowych konstrukcji – dzięki temu aerograf jest dużo lżejszy i mniej obciąża dłoń przy długotrwałym malowaniu, czy regulacji rozmiaru plamki farby – czyli możliwość kreślenia zarówno cienkich linii, jak i rozproszonych mgiełek bez konieczności wymiany igły i nozzle.  Pozycja zdecydowanie warta polecenia, ale raczej osobom, które wiedzą, jak się obchodzić z takim sprzętem. Osobiście nie ryzykowałbym nauki na zabawce za prawie (lub ponad) tysiaka ;).

Przy zakupach należy też uwzględnić kilka peryferiów.
Będziemy potrzebować przewodu łączącego aerograf z kompresorem. Sklepy zazwyczaj oferują je w zestawach z aerografem lub pojedynczo. Zarówno takie przykręcane ręcznie, jak i z szybkozłączką. Ta druga jest szczególnie użyteczna gdy korzystamy równocześnie z kilku aerografów i chcemy dokonywać szybkich i częstych zmian. Przydanym fancy gadżetem jest przewód z odwadniaczem, który zmniejsza szansę na podanie kropelek wody które rozchlapują mieszankę farby na modelu.

Modelarskie bongo to jeden z najlepszych zakupów jaki można zrobić, trust me 😉

Warto również się zaopatrzyć  w zbiorniczek do czyszczenia aerografu, do którego będziemy mogli “wydmuchać” resztki farby i chemii czyszczącej, redukując ryzyko wdychania oparów (ma wbudowany filtr) i rozchlapywania ich w prowizorycznym kubeczku. Dodatkowo większość modeli ma wygodny uchwyt na aero, gdzie możemy go odkładać w przerwach od malowania.
Maseczka na twarz jest opcjonalna, ale osobiście używam, lepiej zapobiegać niż leczyć ;). Gumowe rękawiczki to must-have.

 

A teraz wracając do naszych źle przetłumaczonych nazw z anime…

Ścieżka Azjatyckiego Tajfunu to opcja najbardziej budżetowego wejścia w temat, korzystając gównie z dobrodziejstw technologicznych naszych braci z Chin. Z moich spostrzeżeń wybierana dużo częściej ze względu właśnie na niskie koszty i możliwość sprawdzenia “z czym to się je” przed wydaniem większej kwoty na lepsze piórko czy kompresor.
Na początek polecam wybrać jeden z tańszych aerografów, który po pierwszym, edukacyjnym “zaoraniu” można wymienić na kolejnego chińczyka lub przerzucić się na coś lepszego z średniej półki. Będziemy już znali podstawy pracy z tym narzędziem i kolejny zapewne przetrwa dużo dłużej w naszych rękach ;). Do tego zestawu szczerze polecam zainwestować w kompresor ze zbiornikiem na powietrze. Jest to średnio-półkownik, ale nasz komfort pracy wzrośnie nieporównywalnie (za dodatkowe kilkadziesiąt złotych).

Ścieżka Pałacowego Powiewu to opcja na bardziej kosztowe, ale również wydajne wejście w aerografię – przynajmniej moim zdaniem ;). Wiąże się ono z zakupem aerografu z średniej półki, przez co jest zdecydowanie rzadziej wybierana przez początkujących, ale moim skromnym zdaniem, lepiej uczyć się na bardziej niezawodnym i bezawaryjnym sprzęcie, który posłuży nam przez nawet kilka lat. Co więcej, w przypadku awarii możemy bez problemu wymienić pojedyncze części w naszym piórze, a Youtube jest pełen poradników, jak obchodzić się z poszczególnymi modelami. Od czyszczenia, przez wymiany elementów, po samo malowanie.
Najczęściej polecany jest H&S Ultra, który zachowuje najlepszy stosunek jakości do ceny i często jest dostępny w zestawie z dodatkową dyszą i igilcą (0.4mm), która świetnie nadaje się do nakładania podkładu i malowania większych powierzchni. Po dołożeniu do niego kompresora ze zbiornikiem na powietrze, mamy optymalny zestaw do rozpoczęcia naszej przygody.

Najpopularniejsze miejsce, w których możecie się zaopatrzyć w aerograf i kompresor, to Agtom.eu, z którego zamówicie wszystko, co będzie wam niezbędne do rozpoczęcia zabawy.
Chemię modelarską i farby do aerografu znajdziecie w dobrze zaopatrzonych sklepach modelarskich i FLGSach (Warszawę odsyłam jak zawsze do FGB na Żelaznej ;)).

Prob­le­my stwarzają tyl­ko okaz­je do szu­kania rozwiązań!

Garść porad na sytuacje, w których możecie się znaleźć, gdy zaczniecie malować aerografem (niektóre wyjątkowo oczywiste, ale słyszałem różne historie ;P).

Uruchomiłem kompresor, naciskam trigger na aerografie, ale nic się nie dzieje. Przekręć zawór przy wężyku łączącym kompresor i ustaw ciśnienie robocze (najlepiej 25-30 PSI).
Zamiast mgiełki aerograf pluje kroplami farby. Dociśnij mocniej trigger, aby podać więcej powietrza lub zwiększ ciśnienie robocze, aby lepiej zatomizować farbę.
Aerograf przestał rozpylać farbę. Ostrożnie oczyść widoczną część iglicy patyczkiem do uszu zamoczonym w cleanerze. W razie potrzeby rozkręć aerograf i wyczyść nozzle.
Bąbelki w zbiorniczku farby. Zatkany nozzle, rozkręcamy i czyścimy.
To się dzieje co dwie minuty! Przygotowuj mieszankę farby z kilkoma kropelkami thinnera i flow improvera (zapobiega przyleganiu farby do igły i nozzle, ale spowalnia wysychanie).
Ustawiłem ciśnienie na kompresorze, ale na aerografie jest dużo słabsze. Nieszczelne połączenie. Dokręcić połączenia kompresor-wężyk i wężyk-aero. Dokręcić osłonę nozzle’a. W razie potrzeby uszczelnić taśmą teflonową.
Farba spływa po rozpyleniu na model. Za dużo flow improvera w mieszance, aerograf zbyt blisko modelu lub dysza była skierowana za długo w jeden punkt.
Farba na aerografie lub w okolicach triggera. Oducz się odruchu obracania pędzlem, aby dosięgnąć miejsc na modelu. Obracaj modelem a aerograf trzymaj prosto, lekko pochylony dyszą w dół.
Farba kryje jak szalona, a obiecywaliście mi super gradienty kolorów! Więcej thinnera, przygotuj kolory pośrednie pomiędzy początkowym i docelowym.
Malowanie czołgu/monstera zajmuje mi wieczność nawet z aerografem. Większa igła i nozzle z osłoną (0.4mm lub 0.6mm).

 

I tu pozwolę sobie zakończyć. Zapewne nie wyczerpałem nawet w połowie tematu i macie nadal pytania związane z aerografowaniem, ale z chęcią ich wysłucham, odpowiem i dodam do artykułu, aby powiększyć bazę protipów i rozwianych wątpliwości :).
Jak zawsze odsyłam do naszego facebooka i instagrama (linki na dole strony) i przede wszystkim gorąco zachęcam do malowania! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *