Jak wytresować olbrzymią meduzę? Unboxing Morathi!

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią, oto i jest – spotkanie w (więcej niż) cztery oczy z samą Morathi! Przyjrzymy się każdemu elementowi pudełka, a także samego modelu, więc bez zbędnego przeciągania – bierzemy się do roboty.

Na początku były… zakupy. Pudełko, w którym znajdują się dwa modele Morathi, kosztuje 400zł w oficjalnym sklepie Games Workshop – oczywiście zachęcamy do zaopatrzenia się w lokalnych sklepach figurkowych, gdzie ceny na pewno będą atrakcyjniejsze.

Opakowanie jest duże – dokładnie takie, jak dla innych imponujących rozmiarami bohaterów, na przykład Lord Celestant on Stardrake czy Lord of Change. Różni się od nich natomiast designem kartonu, który ukazuje się naszym oczom po ściągnięciu papierowego rękawa z prezentacją zawartości pudełka. Do tej pory tło było tam jednolite, ciemne, w kolorze pasującym do armii (na przykład Sylvaneth – zielony, Stormcast Eternals – granatowy), a na środku umieszczony był symbol danej frakcji. Teraz natomiast przez całą długość pudełka rozciąga się zdjęcie pola bitwy z całą armią Daughters of Khaine.

Generalnie nie robi mi to zbyt dużej różnicy (te pudełka i tak zazwyczaj wyrzucam, bo forma „wysuwanej tacki” nie za bardzo mi odpowiada, jeśli chodzi o przechowywanie czegokolwiek), ale chyba bardziej podoba mi się wygląd innych tego typu kartonów. Sprawiają wrażenie poważniejszych i bardziej dojrzałych – na ile dojrzałe może być wydawanie mnóstwa pieniędzy na plastikowe mityczne stworki i ludziki, oczywiście.

W pudełku znajdziemy dwie wypraski, a w nich 59 elementów. Dodatkowych bitsów jest… cały jeden – rączka dużej Morathi, bo możemy zdecydować, czy ma mieć serce Khaine’a w uścisku, czy też nie. Ja wychodzę z rozsądnego założenia, że więcej znaczy więcej, toteż oczywiście pusta łapka Elfiej Królowej zniknęła już w czeluściach pudełka z bitsami.

Instrukcja jest kolorowa i jak zwykle w przypadku nowszych modeli – precyzyjna. Na jednej ze stron modele są ukazane w skali 1:1, ale na papierze wyglądają zdecydowanie mniej imponująco niż po złożeniu.

Widzicie to zatopione w podłodze ciało? Łał!

Składanie rozpoczęliśmy od podstawek. Nie są to gołe kółka z czarnego plastiku, nie są to nawet tylko schodki dla małej i kolumna dla dużej Morathi – zadbano o najdrobniejsze szczegóły i w zasadzie nie sądzę, by trzeba było jeszcze dodatkowo odpicowywać podstawki. Pod Panią Żmiją leży nawet zamieniony w kamień nieszczęśnik! A ja naiwna myślałam, że nie może być już bardziej cool!

Mały model był dość prosty do złożenia, choć wymagał odrobiny delikatności przy oczyszczaniu skrzydeł z nadlewek. Słowo „odrobina” jest tu kluczowe – to całkiem solidny kawałek plastiku i raczej powinien wytrzymać bez złamań. Nie jestem natomiast tak samo spokojna w kwestii dzidy, którą Morathi trzyma w jednej ręce: jest długa i cienka, odstaje od modelu, a po doświadczeniach z podobną włócznią Alarielle już widzę ją oczami wyobraźni w dwóch kawałkach..Radzę też nie przyklejać od razu głowy z włosami do reszty ciała, bo tylko wówczas damy radę dotrzeć do tylnej części jej sukienki bez kamery endoskopowej i narzędzi w skali typowej dla mikrochirurgii.

Morathi, High Oracle of Khaine w doborowym, elfim towarzystwie – po lewej Kurnoth Hunter, po prawej Branchwych.

Zaskoczył mnie rozmiar małej Morathi – niby wiem, że to tylko jej elfia postać i że całą robotę w kwestii wzrostu w jej wypadku robią skrzydła i schodki, na których stoi, ale na zapowiedziach wydawała się jakaś większa… 😉 Tak czy owak, to piękny, szczegółowy model, który zdecydowanie będzie zwracał uwagę na stole. Wszystkie elementy pasują do siebie idealnie, a ja już nie mogę się doczekać jej malowania.

Kolejny pomysł, jak wykorzystać w modelarstwie rzeczy dostępne w drogeriach!

Przechodzimy płynnie do dużo bardziej przyciągającego wzrok modelu. Jest równie piękny i imponujący, co składanie go było frustrujące i problematyczne. O ile sama kolumna, ogon i tors nie wymagały więcej uwagi niż standardowe figurki, o tyle skrzydła będą nam się chyba śnić po nocach. Są zaskakująco ciężkie, stykają się ze sobą na równie zaskakującej, małej powierzchni, a położone pieczołowicie poziomo po sklejeniu natychmiast się od siebie oddzielały. To oznaczało jedną z dwóch rzeczy – albo jedno z nas będzie na co najmniej godzinę wyłączone z pracy, albo zrobimy zaawansowaną, wielopoziomową kosntrukcję podtrzymującą skrzydła. Jak łatwo się domyślić, nie wybraliśmy żadnej z tych opcji i… postawiliśmy klejone elementy pionowo, a następnie zostawiliśmy na całą noc do wyschnięcia. Jak coś jest głupie i działa, to nie jest głupie!

 

Kolejnym problemem było przewożenie modelu – jest równie szeroki, jak wysoki, więc ani położenie go, ani postawienie w pudełku Safe&Sound, którego używamy do transportu dużych figurek, nie rozwiązywało problemu.

A w moim wypadku: „nie kleję, bo trzymam skrzydła”.

Pierwszą myślą było wykorzystanie magnesów. Miejsca jednak nie ma tam zbyt wiele, a po przejściach z klejeniem skrzydeł trochę obawialiśmy się przy nich gmerać. Całe szczęście, że w składaniu Morathi brał udział nasz blogowy Mistrz Transformersów! Ostatecznie udało nam się bowiem wsadzić w miejscu łączenia skrzydeł jeden magnes 5x5mm, w analogicznym miejscu na tułowiu umieściliśmy drugi, dziury zalepiliśmy Green Stuffem i uff! Trzymają się!

Całe szczęście nie przykleiliśmy do razu głowy, bo po włożeniu modelu w docelowe miejsce w pudełku okazało się, że wciąż jest za wysoki. Ale to już była bułeczka z krwistym masełkiem – jeden magnes 3x1mm w samej głowie, jeden 2x2mm w szyi (albo dwa magnesy 2×1) i wszystko się już pięknie mieści.

Efekt końcowy jest niesamowity – Morathi wygląda obłędnie! Tutaj też nie ma żadnych szpar pomiędzy częściami, więc jak przebrnie się przez fragment ze skrzydłami, to dalej czeka nas już tylko dzika satysfakcja.

Po lewej Drycha Hamadreth, po prawej – Branchwych. Przynacie, że robi wrażenie!

Jeśli Wy też jesteście ciekawi tego, jak Morathi spisze się na stole, to koniecznie śledźcie naszego bloga i nasze profile w social mediach – wszystkie linki znajdziecie poniżej. Za pomoc w przygotowaniu tego wpisu serdecznie dziękujemy ekipie sklepu Figurkowe Gry Bitewne.

Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *