Figurkowe Grand Brix – czyli podsumowanie pierwszego turnieju w drugiej edycji Age of Sigmar w FGB

Nie wiem, czy tak się mówi, ale kurz po premierze drugiej edycji mojego ulubionego bitewniaka jeszcze nie opadł, a już mieliśmy okazję zagrać w Warszawie turniej! Na wstępie oczywiście chciałbym bardzo podziękować sklepowi Figurkowe Gry Bitewne za nieustające wspieranie warszawskiej sceny turniejowej (i nie tylko) Age of Sigmar oraz za wyjście z tą wspaniałą inicjatywą. Podziękowania należą się również firmie Kromlech za ufundowanie mega fajnej nagrody dla zwycięzcy konkursu na najładniej pomalowaną armię. Dziękuję też bardzo Michałowi, pracownikowi sklepu, który dla nas siedział w pracy w tę upalną sobotę godzinę dłużej :D.

No, podziękowania mamy za sobą, to teraz parę przemyśleń od strony organizacyjnej. Tuż przed premierą drugiej edycji warszawski sklep FGB spytał paru ze swoich klubowiczów, między innymi mnie, co myślimy o pomyśle zrobienia turnieju w Age of Sigmar. Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani tym pomysłem, a ja zaoferowałem się, że chętnie zajmę się tym wydarzeniem od strony organizacyjno-sędziowskiej. Oczywiście nie obeszło się bez problemów, jak na przykład kwestia używania zasad Realmów albo rozmiar armii, ale uznaliśmy, że chcemy wykorzystać jak najwięcej nowych rzeczy z drugiej edycji, więc stwierdziliśmy, że Endless Spelle i artefakty Realmowe muszą być.

Co do rozmiaru, to wiedziałem, że na 1000 punktów ciężko będzie zmieścić coś fajnego, a już na pewno ciężko będzie zmieścić Endlessy. Biorąc pod uwagę, że w dniu turnieju druga edycja będzie na stołach od tygodnia, więc będziemy mniej ograni i gry będą trwały dłużej, uznaliśmy, że w 9 godzin lepiej będzie zrobić turniej na 1500 punktów. Wybierając scenariusze kierowałem się rodzajem wystawienia, chciałem, żeby na każdą grę podział pola bitwy był inny i wbrew temu, co twierdzi Michał, zwycięzca turnieju w FGB i ostatniego General’s War pierwszej edycji, nie zrobiłem tego po to, żeby nie mógł grać Fyreslayersami.

Zainteresowanych zdjęciami odsyłam do galerii i rozpiski 🙂

Pora chyba przejść do podsumowania poszczególnych gier. Jestem raczej leniwy, dlatego o krótkie streszczenie tego, co działo się w bitwach, poprosilem całe podium turnieju w FGB, czyli Dagmarę (Daughters of Khaine), Maćka (Sylvaneth) i Michała (Idoneth Deepkin). No bo po co samemu pisać podsumowanie, skoro ktoś może to zrobić za mnie, a ja sie pod tym podpiszę. Scenariusze, które gralismy to:

  1. Total Commitment
  2. Shifting Objectives
  3. Places of Arcane Power
Total Commitment

W pierwszym scenariuszu z możliwości wyzwania przeciwnika na grę skorzystali Maciek z Dagmarą i Michał z Łukaszem (Khorne). 

Michał

Generalnie ciężki orzech do zgryzienia, ale jednym statkiem zablokowałem swój punkt tak, że nie było szans, żeby do niego doszedł, drugi wystawiłem u przeciwnika na punkcie tak, aby ciężko było mu go kontrolować. Przeciwnik popełnił w sumie 2 błędy podczas gry, które zaważyły o moim zwycięstwie. Wystawił screen dokładnie tak, żeby był 9 cali od mojego pola wystawienia, co dawało moim węgorzom szarżę na 4″ z przerzutem, drugim błędem było zbuffowanie modlitwami unitu 20 Bloodletterów zamiast 30.  Podsumowując: w tej grze Tidecasterki nie zrobiły nic oprócz trzymania punktów, Akhelian King męczył się z Bloodsecratorem aż 2 fazy combat, ale Morsarr Guard pokazali klasę i praktycznie samodzielnie pozwolili mi wygrać grę, która finalnie skończyła się moim zwycięstwem 20-0. Z Łukaszem grało się mega sympatycznie, bardzo na luzie, chętnie zagram ponownie i życzę każdemu takich przeciwników! 

Maciek

Nieznajomość elfek ani endless spelli dała się we znaki. Już w pierwszej turze (którą rozpoczęły Daughters of Khaine) skończyła się masową szarżą Morathi i 40 wiedźm. Spirit of Durthu wraz z obstawą ostali się, chociaż sami niewiele zdziałali. Powinienem był ustawić się tak daleko, jak tylko było to możliwe i skrycie liczyć na wezwanie lasu i zarządzenie masowej ucieczki z przegranej potyczki, co z resztą uczyniłem pod koniec bitwy. Przeciwniczka nie zajęła mojego znacznika, ale szarżując opuściła jeden ze swoich i ostatecznie to przesądziło o losach gry, kiedy udało mi się dzielnie przebiec Kurnothami przez cały stół i zająć wrogi znacznik w ostatnim momencie.

Dagmara

Graliśmy Total Commitment, a brak możliwości deepstrike’u ani mnie, ani mojemu przeciwnikowi szczególnie nie przeszkadzał. Postanowiłam zaszarżować większością mojej armii na skupione blisko siebie najważniejsze jednostki wroga – Treelorda Ancienta, Spirit of Durthu, Driady i Branchwych. Minusy do hita, które miałam ze względu na Groundshaking Stomp i na Briarsheath na Durthu sprawiły, że utknęłam tam odrobinę za długo. I chociaż ostatecznie wyczyściłam tamtą część stołu, to niestety niepotrzebnie odpuszczałam swój znacznik, żeby zaszarżować w Durthu wszystkim, co tam miałam – ten jeden Victory Point zadecydował o przegranej. Mój przeciwnik natomiast po drugiej stronie stołu przejął Kurnothami punkt kontrolowany przeze mnie, jednocześnie zostawiając Driady na swoim. Być może inaczej by się to potoczyło, gdybyśmy dograli grę do końca, a być może nie – ciężko stwierdzić, co by się wydarzyło, niemniej jednak gra, mimo że przegrana, była bardzo przyjemna 😉.

Po pierwszej grze tabelka prezentowała się nastepująco:

Shifting objectives
Michał

Generalnie przeciwnik miał one dropa i kazał mi zaczynać. Niestety w tym scenariuszu mieliśmy między sobą 24 cale, więc postanowiłem zaryzykować i zostałem z tyłu, tak, żeby scorować defensywnymi jeden punkt, rekinami drugi punkt i na środku defensywnymi węgorzami 3 punkt. Statki zrobiły mi tu okrutną robotę, bo zablokowały 2 z 3 punktów i mój przeciwnik mógł się tak na poważnie bić tylko o ten środkowy. Ja trochę tu zepsułem ruch kingiem i pozwoliłem wpaść w niego piątce putridów. Ciężko stwierdzić co zrobiło tę grę, raczej statki albo Morsarry, które znowu dużo zabijały, tym razem wciągnęły 10 putridów. W skrócie, 20-0 dla mnie, Patryk to swój chłop, przy stole dużo się śmialiśmy, gra na luzie, żadnej spiny, także polecam mocno.

Maciek

Gra nauczyła mnie, jak poradzić sobie ze zmasowanym atakiem przeciwnika w pierwszej turze w najlepszy możliwy sposób: masakrując go. Utraciłem Branchwych, 20 Driad, połowę Kurnothów, a Durthu ostał się resztkami sił. Poznałem też moc kolejnego zaklęcia – Geminids. W trakcie bitwy nie udało mi się wezwać żadnego dodatkowego lasu, ale Durthu powoli wracał (regenerował?) do pełni sił i siał spustoszenie w szeregach wroga. Skrycie wierzę, że na dłuższą metę miałem szansę może nie wygrać, ale chociaż zmniejszyć przewagę przeciwnika. Niestety zabrakło nam na to czasu.

Dagmara

Scenariusz Shifting Objectives początkowo wydawał się być podchwytliwy, ale ostatecznie okazało się, że moje nagie elfki bez problemu przejmują punkty 😉. Ale po kolei – ze względu na to, że mój przeciwnik od razu wystawiał unity pojedynczo, a nie najpierw x unitów z batalionu, a potem dopiero pojedynczo, to ja decydowałam, kto zacznie. Szybko przemyślałam sprawę i uświadomiłam sobie, że skoro dzieli nas 24”, a mój przeciwnik ma maksymalny zasięg ruchu 20” (8” ruch podstawowy i 12” szarży), to spokojnie mogę mu oddać zaczynanie, zwłaszcza że bardzo chciałam uniknąć szarży Skullcrusherów na moje jednostki. Plan powiódł się fantastycznie – przeciwnik wyszedł na środek stołu, przez co ja miałam praktycznie gwarantowaną szarżę wszystkimi moimi jednostkami. Z jednej strony na 10 Blood Reaverów i 3 Skullcrusherów posłałam 10 Witch Aelfek z nożami i Morathi, z drugiej na 2 Korgorathów 10 wiedźm z nożami, a na środek na unit 40 Blood Reaverów – 30 Witch Aelves i Cauldron of Blood. Kiedy mój przeciwnik usłyszał, jak biją (były zbuffowane Mindrazorem i Witchbrew), to się nade mną ulitował i darował mi rzucanie kostkami, po prostu zdejmował unity 😀. I tak sobie latały te moje babeczki: w coś wpadły, wyczyścily, leciały dalej. Chyba na początku trzeciej tury albo pod koniec drugiej podaliśmy sobie ręce i skończyłam grę z wynikiem 20-0.

Po drugiej grze sytuacja wyniki wyglądały następująco:

Podczas gdy klasyfikacja generalna wyglądała tak:

Places of arcane power
Michał

Statki oceniam na dobrze wystawione, dolny lewy punkt był całkiem nieźle zablokowany, górny prawy defensywnie wystawiony niewiele zrobił. Środkowy znacznik to generalnie pustkowie. Wystawił swoich magów z obstawami 5 putridów na skrajnych znacznikach, cała reszta miała się bić na środku. Ja z racji tego, że wiedziałem,że wybiorę, kto zaczyna, ustawiłem się wszędzie tak, że nawet z drzewkiem i 6 na bieg brakowało mu tego 1 cala. Niestety pózniej za contagion pointy przyzwał maga. Maga, który rzucił 9 na szarży i wlazł na środkowy punkt. Horror, bo w sumie sam mu to doradziłem. Na moje szczęście przeciwnik się zrewanżował i źle ustawił Harbingera po ucieczce i zabrakło mu dodatkowego warda na kluczowych jednostkach. Wszystko sprowadziło się do inicjatywy, którą wygrałem i postawiłem wszystko na jedną kartę. Morrsarry zabijają plagusy, 2 defensywne węgorze wpadają w Sorcerera iiiii zabijają go. I najważniejszy combat, Kingiem wyciągam Falchiona, być albo nie być. Oddech ulgi, scoruje, 12-6 finalnie. Całość 20-0 dla mnie. Adrian stracił wszystko oprócz 5 Putridów. Wydaje mi się, że najlepiej spisały się tidecasterki, bo kiedy trzeba było to wrzuciły te -1 hit i kiedy trzeba było unbindować przekręcanie kółka nurglowego, to to zrobiły. Z Adrianem stoczyłem bardzo wyrównaną grę i jak miałem wszystko pod kontrolą do trzeciej tury, tak potem mogłem przegrać. Generalnie i ta gra była mega sympatyczna, troszkę więcej gry na wynik, więc i więcej nerwów, ale wszystko w granicach bardzo sportowej, zdrowej rywalizacji.

Maciek

Lord of Blights, Orghottos oraz Harbinger of Decay ruszyli i zajęli dwa znaczniki. W odpowiedzi udało mi się zasiepać 2 z tych bohaterów używając Kurnothów i strzałów z Durthu. Lord of Blights skutecznie odpierał natarcie Driad, podczas gdy Durthu został zatrzymany przez legiony Blightkingów. Taki układ pozostał na stole przez większość gry i w retrospekcji ochrona Branchwych przez Driady była mi kompletnie niepotrzebna. Nie użyłem też Tree Revenantów do ataku na ostatniego pozostałego przy życiu lorda bojąc się o ich życie. Powinienem był zrobić to już na początku bitwy co zwiększyło by moje szanse na zwycięstwo. Szczęśliwie dla mnie Driadom udało się w końcu pokonać czempiona Chaosu zaś Durthu, trwając na ostatniej ranie, wycofał się z walki na znacznik, by zdobyć ostatecznie potrzebny do zwycięstwa punkt.

Dagmara

Scenariusz z jednej strony faworyzował mnie, bo moi bohaterowie z artefaktami i czarodzieje są baaardzo wyporni. Z drugiej strony – mój przeciwnik mial one-dropa, a to z kolei dawało jemu sporą przewagę. Niestety tu też pojawil się bład przy rozstawieniu – najpierw postawił dwa unity od razu z batalionu, potem stawiał je pojedynczo, a potem znowu chciał postawić dwa naraz. Ostatecznie skończyło się tak, że o tym, kto decyduje o pierwszeństwie decydował rzut kostką i… Piotr go wygrał 😉. W gruncie rzeczy więc nic się nie zmieniło względem pierwotnych założeń. Zaczął, postawil bohaterów na dwóch znacznikach, trzeci osłonił 5 kawalerii i była moja tura, w której bez problemu przejęłam Morathi osamotniony znacznik (akurat miałam ją bliżej tamtej strony i wiedziałam, że niczym innym tego znacznika nie przejmę), a wózkiem powędrowałam na środkowy znacznik. Niestety mój przeciwnik sprytnie się zastawił skinkami, sprawiając, że owszem, mogłam być 3” od znacznika, ale nie miałam Cauldronem możliwości zaszarżować w jego bohatera. Niemniej jednak w drugiej turze mi się to udało, a dwa znaczniki znalazły się pod moją kontrolą. Gorąco zrobiło mi się dopiero później – kiedy na stole pojawiły się Geminids of Uhl-Gysh i 20 jaszczurzej kawalerii, wszystko wymierzone w Cauldron i otaczające go Witch Aelfki. A już prawie umarłam z przegrzania, kiedy wygrałam inicjatywę w czwartej turze i musiałam zdecydować, czy oddać Piotrowi pierwszeństwo i odsunąć od siebie Geminidsy, czy jednak wziąc pierwszą turę, zascorować objective i zaryzykować obrażenia od kulek mocy. Ostatecznie podjęłam ryzyko i wzięłam pierwszą turę, a po przeleceniu Geminidsów nad wózkiem została mu… jedna rana (!). To jednak wystarczyło, by zascorować objective, zwłaszcza, że na jedyne zagrożenie w okolicy Cauldrona (czyli na Skink Priesta) zaszarżowałam pannami z nożami i już wiedziałam, że wózek jest bezpieczny. Po tym brawurowym zagraniu podaliśmy sobie ręce, a ja odeszłam od stołu z wynikiem 19-1.

Ostatnia gra dała nam niekwestionowanego zwycięzcę – Michała Mioduszewskiego:

Jak widać między drugim a siódmym miejscem były tylko 4 punkty różnicy, wiec rywalizacja była bardzo zacięta. Jakub zajął 4-te miejsce dlatego, ze w przypadku remisu decydują punkty z bitew a potem killpointy:

Pierwszy organizowany przeze mnie i klub FGB turniej uznaję za sukces, najbardziej cieszy fakt, że był pełen lokal. Atmosfera też była świetna, mimo że każdy chciał wygrać, rywalizacja była zdrowa i nikt się nie wykłócał. Warto również wspomnieć o mega bazie terenowej w FGB, dzięki której turniej zadowalał rownież pod względem wizualnym, mimo że przez początek drugiej edycji dużo ludzi zmieniało armię i nie było czasu na pomalowanie wszystkiego.

Michał

Cały turniej uważam za świetnie zorganizowany, stoły były genialne, jak i tereny. Pierwsza gra na macie chaosowej z dreadholdem na bloodlettery? Palce lizać i pięknie to wyglądało. Fluffowcem jakimś mega nie jestem ale nawet ja poczułem ten klimat.

Maciek

Ostatecznie udało mi się zająć 2 miejsce – co prawda nie dzięki zdolnościom taktycznym (wciąż muszę nauczyć się wielu rzeczy) ale dzięki przygotowaniu pomalowanej armii (dziękuję wszystkim, którzy uznali ją za najładniej pomalowaną armię na turnieju!)
Bawiłem się świetnie! Ogromne dzięki dla organizatorów. Sklepu FGB za miejsce i źródło figurek. Dla Macieja za kurs rzucania kośćmi. Dla Dagmary i Marcina za użyczenie lasów jak i cenne wskazówki dotyczące gry. Oraz wszystkich przeciwników za wspaniałe i epickie bitwy!

Dagmara

Ogólnie turniej był świetny i wiem, że nie jestem obiektywna, ale naprawdę Marcin odwalił kawał dobrej roboty 😉. Mieliśmy komplet graczy, wszyscy wydawali się zadowoleni i dopytywali, kiedy kolejne takie wydarzenie, a najbardziej cieszy to, jak dużo osób zupełnie nowych w turniejowym środowisku się zgłosiło! Ja ze swojej strony chciałabym jeszcze dodać, że kompletnie nie spodziewałam się zajęcia tak wysokiego miejsca i aż żałuję, że nie mialam czasu pomalować na szybkości modeli 😉. Ale obiecuję poprawę!

To by było na tyle, kolejny turniej w FGB już w sierpniu, również organizowany przeze mnie i wspomniany już klub, także gorąco zapraszam, więcej szczegółów już niedługo! Do następnego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *